26 stycznia 2016

Fanfic: Homeworld i panna Quartz #Prolog

Witajcie, tym razem mamy fanfic od fanki.

Pseudonim autora - TAKI KTOŚ, TAKIE COŚ JAK TY!
(Notka od autorki -
Na początku piszę, że nie wiem czy to będzie opowiadanie przygodowe. W każdym razie nie ma Perydot razem z klejnotami.
Kiedyś napiszę chronologię i związki Perły i innych z osobami z Homeworld.)

Prolog
Kosmos. Wokół słońca kręci się planeta rozwalona na kawałki, ale jednak funkcjonująca. Władze w nim sprawują trzy sprawiedliwe klejnoty. Posiadają one jeszcze mniejsze kryształy, które zajmują się wszelkimi sprawami. Wracając do tej planety, jest podzielona na trzy części. Żółtą, najbardziej rozwiniętą, gdzie wszystko jest związane z technologią. Władze w niej sprawuje Żółty Diament, bardzo surowy klejnot. Druga część, trochę mniejsza od poprzedniej, jest cała niebieska. Na niej stawiają na mądrość i przyszłość. Rządzi tam Niebieski Diament. Trzecia część, każdy wie o niej niewiele. Chodzą plotki, że tam eksperymentują, jeszcze inne, że tam trenują nowych wojowników. Jest tam ogromna biała dżungla, w której żyją zakażone klejnoty. Cała ta powierzchnia jest ogrodzona murem.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Perło, jak daleko jeszcze? – zapytał Steven z klejnotem pomalowanym na żółto. Nie mógł go nikt rozpoznać. Jego biała przyjaciółka z zachwyceniem oglądała wszystko. Nie było jej tam przez długi okres. – Perło?
- Perło? – zapytała Granat. Czuła, że coś jest nie tak. – Obawiam się, że zaraz mogą nas złapać strażnicy królewscy.
- Och, Granat, co ty wygadujesz?! Tu jest wspaniale! – była zachwycona, czego niestety nie można było powiedzieć o jej przyjaciołach. Odwróciła się, by zadać TO pytanie, ale wiedząc czym, to może grozić, szybko postanowiła nic nie mówić na ten temat. – Czemu nie jesteś zadowolona, Granat? A ty Steven? Ametyst.?
- Perło, my po prostu – zaczął Steven. Nie chciał urazić koleżanki, ale też nie chciał kłamać. – Granat, ma złe przeczucia co do tego zamczyska.
- A ja myślałam, że – zmartwienie odpowiedzią szybko przerodziło się w złość. Nie podobało jej się to, że Granat jako fuzja klejnotów powstałych tam gdzie jest klejnotów, nie chce pozostać. – Dobrze… Możecie iść, ja zaraz was dogonię.
- Może się tobie coś stać, lepiej idź z nami od razu – stwierdziła Ametyst. Nawet i bez wizji przyszłości to było wiadome.
- Wolę tutaj zostać! – echo odbijało się od ścian. Każdy oprócz Perły już wiedział, że zaraz się zbierze ochrona.
Wtem, głos kruszenia się przeszył salę. Steven zamknął w bańce Granat i Ametyst, trzeciej mu się nie udało. Zupełnie jak scena z odcinka Na Szlaku, tylko że trzech w kuli. No i inna osoba ucieka. Wielka kolumna zaczęła upadać. Perła odskoczyła na bok, niestety jednak została trafiona w klejnot kawałkiem tego wielkiego czegoś, jak to kiedyś nazwał Steven. W końcu, kiedy kurz zniknął na dobre, Steven unicestwił bańkę i zaczął się rozglądać za koleżanką.
- Gdzie ja jestem? – znajomy głos dał znać. Nie było to pytanie ani wypowiedź, której oczekiwała reszta. – Muszę poszukać panny Rose Quartz!
- Perło, problem w tym – zaczęła Granat. Chciała jej pomóc jak najszybciej, nim klejnot się zregeneruje. – Rose już z nami nie ma.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

To Perydot odpowiada za komentarze na blogu, więc nie radzę, by dochodziło w nich do kłótni.